Czarna karta szprotawskiej historii



Bronisław Kozak


Pod koniec lat 40-tych XX wieku nastąpiła rozbudowa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Prowadziło ono nadzór przeróżnych środowisk. W całej Polsce zapanowała atmosfera podejrzliwości. Z większym impetem przystąpiono do „zwalczania wrogów socjalizmu”, co doprowadziło do nieuzasadnionych represji i łamania prawa.

Do takiej sytuacji doszło w Szprotawie 17 sierpnia 1950 roku, kiedy to aresztowano grupę ponad 30 osób. Większość z nich szybko wypuszczono.
Uczniowie, dyrektor, woźny oraz szkolny katecheta ze szprotawskiego Liceum Ogólnokształcącego zostali oskarżeni o przynależność do podziemnej organizacji i zabójstwo radzieckiego oficera. Oskarżonymi byli:
Jan Bałazy, Bronisław Kozak, Henryk Olichwer, Czesław Suszko, Witold Syrycki, Czesław Hutko, Bogusław Palczyński, Henryk Sitko, Laura Kotlińska, Józef Zawadzki, Mikołaj Maciejowicz, Aleksander Czejkowski – dyrektor, Ksawery Wodecki – woźny i ksiądz Dominik Milewski.

"Byliśmy młodzi, mieliśmy po 19, 20 lat. To nie była żadna organizacja, ot tak młodzieńcza fantazja na przykład zaklejanie znaku ZNP, rozklejanie ulotek przeciwko ZSRR, (...) ale wtedy to było wielkie przestępstwo, nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy i srogo za to zapłaciliśmy (...). Pierwsze 3 dni byliśmy zatrzymani w UB w Szprotawie (UB mieściło się wtedy w budynku dzisiejszego hotelu) na pierwszym piętrze. Podczas przesłuchań kazano nam stać z uniesionymi w górę rękoma po 8 - 10 godzin dziennie, bito nas w szczególności po twarzy. Przez 3 dni nie dostawaliśmy ani jedzenia, ani nic do picia. Na korytarzu mijałem się z człowiekiem o tak silnie spuchniętej twarzy, że dopiero w ostatniej chwili poznałem, że to Olichwer. Bili nas ci z Wrocławia. Pracownikami szprotawskiego UB byli wtedy: Fajgenbaum, który był szefem, Wawrzyniak, Binder, Martela, a wartownikiem był Jerzy Kulba".

Po 3 dniach oskarżonych przewieziono do Wrocławia, gdzie byli oni poddawani dalszym torturom celem wymuszenia zeznań. "Kazano nam siadać na odwróconym stołku o 3 nogach z wyciągniętymi nogami. Wiadomo, że usiedzieć w żaden sposób się nie da, po upadku bili za to, że nie chce się siedzieć".

Wyroki zapadły 15 grudnia 1950 roku.

Bronisław Kozak i Czesław Suszko zostali skazani na karę śmierci (wyrok wykonano tylko na Bronisławie Kozaku, gdyż matka Czesława Suszko wybłagała u Bolesława Bieruta zamianę wyroku na dożywocie), Jan Bałazy i Bogusław Palczyński zostali skazani na 12 lat, Witold Syrycki na 8 lat, Mikołaj Maciejowicz na 6 lat, Laura Kotlińska na 5 lat. Pozostali otrzymali wyroki do 5 lat więzienia.

"Pracownicy UB traktowali nas jako bandę i organizację Kozaka, biedny ten Bronek (...) w więzieniu był bardzo chory, na wykonanie wyroku musieli go nieść. To było straszne. Po śmierci Stalina była amnestia, ale nas nie objęła. Dopiero w 1954 (...) zmniejszono nam kary. Po wyjściu z więzienia stale była obawa, że jest się na liście podejrzanych, że mogą w każdej chwili zamknąć".

Relacjonujący te wydarzenia Jan Bałazy skończył szkołę i zdał maturę zaocznie w 1959 roku. W 1962 założył sprawę o rehabilitację i został uniewinniony (podobnie postąpili inni skazani). W 1965 roku otrzymał odszkodowanie za doznane cierpienie.

Przy pisaniu artykułu wykorzystaliśmy rozmowę z 1989 roku, którą przeprowadził i zapisał Marek Kanclerz.