Pożar w kamienicy przy ul. Krasińskiego 14 w Szprotawie wybuchł w niedzielę, 4 listopada, ok. godz. 13. Dym zauważyli sąsiedzi, którzy wyważyli drzwi i wezwali straż pożarną.

W płonącym mieszkaniu strażacy znaleźli ciężko poparzonego mężczyznę. Mimo natychmiastowej pomocy, Jan J. (†65 l.) zmarł w szpitalu.

– Mieszkanie było bardzo zadymione – opowiada Waldemar Kasperowicz, oficer prasowy żagańskiej straży pożarnej. – Ratownicy znaleźli mężczyznę na wersalce, w pozycji półleżącej. 90 procent ubrania, które miał na sobie, było spalone. Obok niego, na wersalce, stała popielniczka z niedopałkami.

Prawdopodobną przyczyną pożaru było zaprószenie ognia od zapalonego papierosa. Jan J. chorował od dłuższego czasu. Miał problemy z poruszaniem się.
– Pogotowie przyjeżdżało do niego bardzo często – wspomina sąsiadka Barbara Maciuszek. – Zabierali go do szpitala, potem wracał do domu.

J. Martyniak-Solarewicz mówi, że mężczyzna był samotny. – Moja synowa przynosiła mu zupy z opieki społecznej – opowiada. – Ja też mu podrzucałam, co mogłam. Było mu ciężko chodzić i miał kłopoty ze zrobieniem sobie posiłku. Nie było widać, żeby przychodzili do niego z opieki społecznej. A jak go przywozili ze szpitala, to zostawiali na łasce sąsiadów.
Ludzie mówią, że Jan J. lubił się napić. Miał rodzinę, ale tutaj nikt jej nie widział.