Rankiem 18 listopada ubiegłego roku Jerzy Wilanowski, zastępca nadleśniczego w Szprotawie, patrolował las, gdy w jego kieszeni zadzwonił telefon. Chwilę później zmełł w ustach przekleństwo, a po fali gniewu ze smutkiem skonstatował, że przeliczył się, sądząc, że król będzie wieczny. I nie wiadomo nawet, czy go przeżyje, choć wcześniej był tego pewien.

Takie myśli towarzyszyły Wilanowskiemu, gdy dowiedział się od swojego szefa, że pali się 760-letni dąb Chrobry, zwany królem.


Cały tekst jest dostępny tutaj.