Do naszej redakcji przyszedł list od jednego z mieszkańców Szprotawy: „Miasto huczy od plotek dotyczących niedawnej transakcji, jakiej dokonały władze z zasobnym finansistą. (...) Może cała ta rzecz nie byłaby tak bardzo bulwersująca, gdyby chodziło o jakąś walącą się ruderę, a nie budynek do wzięcia dla potencjalnych klientów, którzy mogli go adoptować na dom mieszkalny. Ponadto, zdaniem rzeczoznawców, ów budynek mieścił się w zasobach architektonicznych zabytków starego miasta. I też można by było w tej sprawie przejść do porządku dziennego, gdyby nie to, że gmach został rozebrany do fundamentów, cegła sprzedana na pniu, a i plac, jak głosi fama, też ma być sprzedany ze stokrotnym zyskiem. Niektórym ludziom w rozmowach na ten temat trzęsą się ze zdenerwowania ręce, a przy bardziej dosadnych argumentach dostają oczopląsu (...)”.
Zaważył jeden błąd
Na początek kilka faktów. Właścicielem budynku partii przy ul. Niepodległości nie było miasto, lecz jeden z banków. Gmina ma na ten teren plan miejscowy. - Oznacza to, że całe postępowanie wobec tego budynku toczyło się poza gminą - tłumaczy Ewa Torbus, architekt miasta. - Inwestor nie musiał występować do nas o pozwolenie na rozbiórkę. Wystarczy że udał się w tym celu do starostwa. My otrzymywaliśmy tylko wiadomości na temat tego, co się dzieje.
A było tak. Inwestor wystąpił o opinię do wojewódzkiego konserwatora zabytków. Ten odmówił prawa do rozbiórki, bo budynek znajdował się w strefie ochrony konserwatorskiej wpisanej do rejestru zabytków. Sprawa w trybie odwoławczym trafiła do ministra kultury, który ostatecznie uchylił decyzję. - Okazało się, że wystąpił błąd. Budynek znajdował się bowiem w sąsiedztwie strefy, w związku z czym wydano pozwolenie na rozbiórkę - dodaje E. Torbus i tłumaczy, że dom partii jako budynek nie był zabytkiem, ale miał walory zabytkowe. Był częścią XIX-wiecznej zabudowy miejskiej.
Kwestia interpretacji
Gdy budynek zaczął znikać, mieszkańcy zaczęli słać listy do burmistrza. Byli oburzeni sprawą. - Mieszkam przy tej samej ulicy. To reprezentatywna część miasta. Mówi się, że dom partii był w złym stanie technicznym. Jeśli tak, to dotyczyć to powinno wszystkich kamienic, które są obok - mówi Mieczysław Pozaroszczyk z Izby Historii. Kiedyś był w piwnicach budynku i widział napisy w języku rosyjskim: „Tu siedziałem...”. - W czasie wojny pewnie było tu więzienie. Na pewno siedziba gestapo - dodaje.
Inwestor jest zobowiązany działać dalej w zgodzie z planem miejscowym. Czy tak zrobi, oceni to powiat. - My jako gmina nic nie możemy zrobić - zaznacza E. Torbus. - Nawet gdybyśmy chcieli zmienić plan miejscowy, nie możemy wstrzymać ewentualnych prac budowlanych.
Mówi się, że na gruzowisku ma powstać kolejny market. W dokumentach teren przewidziany jest pod zabudowę mieszkaniowo-usługową. - Jeśli powstanie market, to będzie wynikiem błędnej interpretacji planu. W tym miejscu muszą też powstać mieszkania - mówi E. Torbus. - Na pewno inwestor będzie zasięgał opinii wojewódzkiego konserwatora zabytków, czy planowana przez niego inwestycja nie wpłynie źle na zabytkowe otoczenie. I jedyną rolę ma tu do odegrania właśnie konserwator.
O tym, jak dalej rozwija się sprawa, będziemy pisać.
Tu na razie jest gruz
Będzie afera! Tak przewidują spacerujący ulicą Niepodległości, przy której jeszcze niedawno stał budynek partii. Zdaniem wielu osób był zabytkowy. Jakiś czas temu kupił go prywatny inwestor i rozebrał cegła po cegle.

Zmiany i nowości w Izbie Historii
Lewe pożyczki
16 – 18 czerwca Dni Szprotawy
Przebadaj się!
Mistrzowskie korki na granicy